, Kierunek Literatura: Nagroda Bookera

Social Media

Search

Nagroda Bookera

środa, 14 stycznia 2026

Wybrany – ilustracja wpisu

Świat przedstawiony w powieści „Wybrany”, walijskiej pisarki Bernice Rubens, można w jakimś stopniu porównać do tego jaki zwykł malować Franz Kafka. Świat podzielony na dwa bieguny: absurd sytuacji i logikę.

To porównanie nie jest przypadkowe. Rubens – podobnie jak Kafka – bierze na warsztat codzienność, pozornie uporządkowaną i racjonalną, by pod cienką warstwą normalności odsłonić pęknięcia, lęki i obsesje. Jej proza wyrasta z konkretnego doświadczenia społecznego i osobistego: walijskiego, żydowskiego domu, powojennej Anglii, świata, który próbuje się leczyć z traum, ale nie do końca potrafi o nich mówić. Pisarka, urodzona w 1923 roku w Cardiff, dorastała w rodzinie o silnych więzach i równie silnych napięciach – motyw rodziny jako źródła zarówno bezpieczeństwa, jak i destrukcji powraca w jej twórczości obsesyjnie, osiągając w „Wybranym” formę niemal modelową.

Bo oto Norman Zweck, inteligentny, młody, dobrze rokujący prawnik wszędzie widzi rybiki cukrowe. Natrętne myśli o maleńkich, srebrzystych robaczkach wędrujących sobie po ciemnych zakamarkach mieszkania bezustannie wracają do niego i nie odstępują nawet na chwilę. Każda próba powstrzymania się od nich wiąże się z narastającym lękiem, lub niepokojem. W takiej chwili Norman chwyta pościel i biegnie do łazienki zalać ją gorącą wodą. Własne ciało traktuje butelką Dettolu i małymi okrągłymi tabletkami. Norman cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, uzależnienie od narkotyków, a także na „własną rodzinę”.

Postać Normana staje się u Rubens czymś więcej niż jednostkowym przypadkiem choroby. To figura człowieka nowoczesnego, uwikłanego w sprzeczne oczekiwania: ma być racjonalny, skuteczny, „wybrany” do sukcesu, a jednocześnie tłumić wszystko to, co niewygodne, irracjonalne i wstydliwe. Obsesja czystości, potrzeba kontrolowania ciała i przestrzeni, narkotyczne ucieczki – wszystko to można czytać zarówno dosłownie, jak i metaforycznie, jako rozpaczliwą próbę poradzenia sobie z nadmiarem presji. W tle pobrzmiewa także kontekst lat 60. i 70. XX wieku, kiedy o chorobach psychicznych mówiono szeptem, a leczenie często oznaczało izolację zamiast zrozumienia.

„[…]o ile […] pacjenci doznali zaburzeń, to nader często właśnie ich rodziny okazywały się zaburzające.”

Ten cytat mógłby posłużyć za motto całej powieści. Rodzina Zwecków jest bowiem osobnym, dusznym mikroświatem, w którym role zostały rozdane dawno temu, a każdy gest miłości splata się z kontrolą, winą i niespełnieniem. Ojciec, złamany i bezradny, siostra – pełna żalu i frustracji – nie są jedynie ofiarami upadku Normana, ale współuczestnikami dramatu, który rozgrywał się latami, niemal niezauważalnie. Rubens z chirurgiczną precyzją pokazuje, jak blisko jest od troski do przemocy emocjonalnej.

Bernice Rubens udało się zamknąć ciekawy temat w niebanalnej konstrukcji. „Wybrany” to jakby poznawanie losów bohatera trochę od końca. Już od pierwszej strony dobrze wiemy, co przydarzyło się Normanowi: szaleństwo i uzależnienie. Ze smutkiem przyglądamy się konsekwencjom jego czynów: rozbitemu ojcu, oraz sfrustrowanej siostrze. Im bardziej się zagłębiamy w powieść, tym mocniej dociekamy przyczyn takiego stanu rzeczy. Pisarka fenomenalnie odkrywa przed nami tajemnice rodzinne, oraz toksyczne więzi między poszczególnymi bohaterami.

Taka odwrócona perspektywa narracyjna sprawia, że „Wybrany” nie jest historią upadku, lecz raczej śledztwem. Czytelnik, pozbawiony złudzeń co do finału, skupia się na drobnych pęknięciach, pozornie niewinnych decyzjach i słowach, które z czasem układają się w spójną, choć bolesną całość. Rubens unika taniego dramatyzmu – zamiast tego buduje napięcie poprzez niedopowiedzenia i psychologiczną wiarygodność. Każda kolejna warstwa przeszłości odsłania się powoli, z wyczuciem, jakby sama autorka obawiała się zbyt gwałtownego naruszenia kruchej równowagi bohaterów.

Rubens świetnie maluje portrety swoich bohaterów, niezwykle subtelnie i trafnie obrazuje ich uczucia, świat wewnętrzny, kreśli zagadki zranionych i zagubionych umysłów, tym samym budząc w czytelniku współczucie i zrozumienie zarazem. Żeby było jeszcze ciekawiej, takie mieszane uczucia przełamywane są uśmiechem. Niełatwy temat, okropiony został odrobiną groteski i szczyptą brytyjskiego humoru, co świadczy o naprawdę interesującym stylu autorki. I to właśnie ta powieść otrzymała jedną z pierwszych Nagród Bookera w 1970 roku!

Ten humor – suchy, momentami okrutny, ale zawsze celny – działa jak wentyl bezpieczeństwa. Dzięki niemu „Wybrany” nie przytłacza, lecz wciąga, pozwalając czytelnikowi oddychać nawet w najbardziej klaustrofobicznych momentach. Rubens pokazuje, że śmiech i rozpacz często idą w parze, a groteska bywa najuczciwszym sposobem mówienia o cierpieniu. Nagroda Bookera, przyznana powieści w 1970 roku, nie była więc jedynie wyróżnieniem formalnym, lecz docenieniem odwagi w podejmowaniu tematów wówczas wciąż niewygodnych i marginalizowanych.

Na końcu zostaję z poczuciem, że „Wybrany” to książka wciąż aktualna i bardzo potrzebna; poleciłabym ją szczególnie tym czytelnikom, którzy cenią literaturę psychologiczną, nieoczywistą narrację i historie, w których rodzinne sekrety okazują się kluczem do zrozumienia ludzkiego szaleństwa.

Bernice Rubens
Wybrany
Wyd. Wiatr od Morza
tłum. Michał Alenowicz

środa, 17 grudnia 2025

Czytając „Ścieżki Północy” Richarda Flanagana, trudno oderwać się od książki, choć niemal każda strona przesycona jest bólem, przemocą i doświadczeniem granicznym. To jedna z tych powieści, które nie uwodzą czytelnika komfortem lektury, lecz siłą moralnego i emocjonalnego ciężaru. Nagrodzona Bookerem w 2014 roku, wyrasta z osobistej historii autora – inspiracją było życie jego ojca, więźnia japońskiego obozu pracy przy budowie tak zwanej Kolei Śmierci, 415-kilometrowej linii łączącej Tajlandię z Birmą, której realizacja pochłonęła życie ponad stu tysięcy jeńców wojennych i cywilnych robotników. Flanagan nie rekonstruuje jednak jedynie zapomnianego fragmentu historii; tworzy literacką medytację nad pamięcią, cierpieniem i ceną, jaką płaci człowiek za przetrwanie.

Akcja powieści rozgrywa się w obozie położonym w sercu tropikalnej dżungli, przestrzeni równie pięknej, co bezlitosnej. Codzienność bohaterów wypełnia praca ponad ludzkie siły, chroniczny głód i systemowa przemoc. W centrum tej rzeczywistości znajduje się Dorrigo Evans, młody australijski chirurg, który próbuje ratować współwięźniów w warunkach niemal całkowitego braku środków. Jego prowizoryczna sala operacyjna, zbudowana z puszek po konserwach, butelek i kradzionych narzędzi, przypomina groteskową karykaturę medycyny, a jednocześnie staje się miejscem heroizmu pozbawionego patosu. Brud, choroby i zapach rozkładających się ciał są wszechobecne. Każdy dzień to walka o przetrwanie, a każda decyzja – zwłaszcza ta podejmowana przez lekarza – niesie konsekwencje moralne i egzystencjalne.

Flanagan opisuje cierpienie z bezlitosną precyzją: wychudzone sylwetki, brutalność okupantów, strach i bezsilność przenikają niemal każdy akapit. A jednak „Ścieżki Północy” nie są jedynie katalogiem okrucieństw. Autor konsekwentnie pyta, co w takich warunkach pozostaje z człowieczeństwa. Czy warto trzymać się moralnych zasad, gdy życie sprowadza się do walki o przetrwanie? Czy pojedynczy gest pomocy ma sens w świecie opartym na przemocy? Dorrigo Evans, rozdarty między rolą lekarza a instynktem samozachowawczym, uosabia człowieka, który widzi bezsens okrucieństwa, a mimo to próbuje postępować przyzwoicie.

Istotnym kontrapunktem dla obozowej rzeczywistości jest wątek miłosny, który Flanagan wplata w narrację z wyczuciem i powściągliwością. Nie służy on ucieczce od wojennej grozy; przeciwnie, uwydatnia tragizm sytuacji, pokazując, jak pamięć o intymnej więzi może być jednocześnie źródłem siły i cierpienia. Miłość w „Ścieżkach Północy” nie jest obietnicą szczęścia, lecz przypomnieniem o utraconym świecie i o tym, kim bohaterowie byli – lub kim mogli się stać – poza realiami obozu. Styl Flanagana pozostaje przy tym niezwykle konsekwentny: surowy i powściągliwy, a jednocześnie pełen sugestywnych obrazów i refleksji nad ludzkim losem.

Tytuł powieści nawiązuje do XVII-wiecznego poety Bashō Matsuo, który wyruszył na północ w poszukiwaniu piękna i samotności, prowadząc swój poetycki dziennik podróży. To intertekstualne nawiązanie nadaje całości dodatkowy wymiar. Podobnie jak Bashō, Dorrigo Evans odbywa podróż – choć jego szlak wiedzie nie ku kontemplacji piękna, lecz przez krajobraz upodlenia, bólu i moralnej niepewności. Flanagan zdaje się pytać wraz z bohaterem, czy w świecie radykalnego cierpienia możliwe jest jeszcze doświadczenie sensu, a jeśli tak – gdzie ono się lokuje: w pamięci, w miłości, w akcie odpowiedzialności za drugiego człowieka?

Dla mnie „Ścieżki Północy” to powieść głęboko wzruszająca i wstrząsająca, która pozostaje w pamięci długo po odłożeniu książki. To historia o człowieku, który w obliczu niewyobrażalnego cierpienia nie poddaje się, o sile przetrwania i nadziei. Gorąco polecam tę książkę każdemu, kto chce spojrzeć literaturze w oczy i poczuć ciężar i piękno życia, nawet w jego najtrudniejszych momentach.


Ścieżki Północy – okładka książki

Richard Flanagan
Ścieżki Północy
Wydawnictwo Czarne 2025
tłum. Maciej Świerkocki
Kierunek Literatura © kierunekliteratura.pl