, Kierunek Literatura: Pulitzer

Social Media

Search

Pulitzer

wtorek, 6 stycznia 2026

Jednym z najtrwalszych złudzeń współczesnej kultury jest przekonanie, że świat, który opisywał Dickens, należy już wyłącznie do historii. „Demon Copperhead” Barbary Kingsolver podważa to przeświadczenie, przenosząc strukturę „Davida Copperfielda” do współczesnych Appalachów i pokazując, że mechanizmy nierówności nie zniknęły — zmieniły jedynie scenerię.

Kingsolver nie interesuje jednak sama aktualizacja powieści Dickensa, ani literackie przeniesienie klasycznej fabuły we współczesne realia. Szybko okazuje się, że „Demon Copperhead” nie jest powieścią o dialogu z tradycją, lecz o konkretnym życiu, które toczy się daleko od centrów uwagi. Appalachy nie pełnią tu roli symbolu ani dekoracji — są miejscem, w którym codzienność wystawia każdą opowieść o dorastaniu na próbę.

Demon Fields rodzi się w przyczepie, w świecie, w którym bezpieczeństwo bywa raczej chwilą niż trwałym stanem, a przyszłość pozostaje mglistą obietnicą. Jego dzieciństwo upływa pod znakiem braków: pieniędzy, stabilności, dorosłych zdolnych unieść odpowiedzialność. Matka, zmagająca się z uzależnieniem, kocha go na tyle, na ile pozwala jej choroba. Instytucje, które pojawiają się w jego życiu, działają poprawnie — zgodnie z procedurą — i właśnie dlatego zawodzą. Opieka zastępcza, szkoła, lokalna wspólnota tworzą krajobraz, w którym dorastanie oznacza nieustanne balansowanie na granicy utraty.

A jednak „Demon Copperhead” nie jest powieścią przytłaczającą. Decyduje o tym narracyjny głos bohatera: inteligentny, ironiczny, zaskakująco czuły. Demon opowiada swoją historię językiem, który nie ucieka od bólu, ale nie pozwala mu przejąć kontroli. Jest w nim humor, autoironia, dziecięca logika i nastoletnia bystrość — wszystko to sprawia, że czytelnik nie tyle obserwuje społeczne problemy, ile spotyka konkretnego człowieka. 

Kryzys opioidowy, ubóstwo przekazywane z pokolenia na pokolenie, niewydolność systemu opieki nie pojawiają się tu jako hasła czy tezy. Są częścią codzienności — czymś, co po prostu się zdarza i z czym trzeba sobie jakoś radzić. Demon nie „reprezentuje problemów”. Chce rysować, zakochiwać się, oddychać bez ciągłego napięcia. Właśnie ta zwyczajność jego pragnień sprawia, że książka działa tak mocno. Historia chłopca staje się cichym oskarżeniem świata, który nie potrafi zapewnić nawet tak podstawowych rzeczy.

Relacja z Dickensem pozostaje wyraźna, ale nie dominuje narracji. „David Copperfield” był opowieścią o dorastaniu w świecie niesprawiedliwości, lecz podszytą wiarą w moralny postęp i indywidualną sprawczość. „Demon Copperhead” funkcjonuje w innym porządku. Tu dobre intencje często okazują się niewystarczające, a wysiłek nie zawsze prowadzi do nagrody. Mimo to oba teksty łączy przekonanie, że opowiedzenie własnej historii ma znaczenie — nawet jeśli nie zmienia świata, to pozwala lepiej zrozumieć własne miejsce w nim.

Największą siłą prozy Kingsolver pozostaje jej ton. Autorka nie podnosi głosu ani nie szuka efektownych oskarżeń. Zamiast tego uważnie przygląda się swoim bohaterom i pozwala im mówić we własnym tempie. Demon patrzy na świat z ironią, czasem z dystansem, czasem z czułością, jakby humor był dla niego sposobem na utrzymanie równowagi. Dzięki temu ciężar tej historii nie uderza od razu — osiada powoli, zostając z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury.

„Demon Copperhead” jest powieścią istotną nie tylko ze względu na literacki kunszt czy nagrody, które zdobyła. Jej znaczenie polega na tym, że opowiada historię życia toczącego się z dala od centrum i robi to bez uproszczeń, bez łatwych skrótów myślowych. Po jej przeczytaniu trudniej wrócić do wygodnych wyobrażeń o świecie, w którym nierówność da się łatwo zbyć wzruszeniem ramion. To jedna z tych książek, które nie tyle przekonują, ile zostawiają ślad — i właśnie w tym tkwi ich siła.

Barbara Kingsolver
Demon Copperhead
wyd. Filia
tłum. Kaja Gucio

piątek, 22 sierpnia 2025

Zazwyczaj na swoje powieści każe czytelnikom czekać około dekady, ale kiedy już coś opublikuje możecie być pewni, że będzie to coś niezwykle dobrego! Jeffrey Eugenides, jeden z moich ulubionych współczesnych pisarzy, po raz kolejny wciąga do stworzonego przez siebie niesamowitego świata, w którym mitologia grecka przeplata się ze współczesnością i w którym raz jeszcze możemy być świadkami przełomowych momentów w historii.

Mowa tu oczywiście o nagrodzonej Pulitzerem w 2003 r. powieści „Middlesex”, do której napisania autor został zainspirowany lekturą Pamiętników Herculine Barbin. Dotknięty i zarazem rozczarowany losem XIX-wiecznej hermafrodyty, Eugenides postanowił spisać wędrówkę zmutowanego genu; recesywną mutację na piątym chromosomie jednego z członków greckiej rodziny Stephanides:

„… jak przeszła przez dziewięć pokoleń, dojrzewając niezauważalnie w zanieczyszczonej puli genów rodziny Stephanides(… ) jak opatrzność w przebraniu masakry wysłała ten gen ponownie w podróż, jak przeleciał niczym cząsteczka pyłku przez morze do Ameryki, gdzie przeniknął zanieczyszczone przez przemysł deszcze, aby w końcu upaść na Środkowym Zachodzie na żyzną glebę łona mojej matki.”

Czekając w poczekalni do świata Calliope (a może raczej Cal) przygląda się swoim przodkom i snuje barwną historię o tym jak przyszła na świat.

„Tej nocy mógł zostać stworzony ktoś inny niż ja, chociaż podobny do mnie. Na progu tłoczyła się nieskończona liczba możliwych tożsamości, a wśród nich ja – bez zarezerwowanego biletu.”

Z góry patrzy jak dziadkowie Lefty i Desdemona uciekają przed wielkim pożarem Smyrny, który miał miejsce we wrześniu 1922 roku. Porzucając Grecję i podnóża Olimpu postanawiają poszukać schronienia w Stanach Zjednoczonych stając się tylko kroplą w morzu napływających tam imigrantów.

Eugenides ciekawie wplótł dzieje rodziny w wiele ważnych i historycznych momentów z przeszłości, oddając w ten sposób atmosferę tamtych czasów. Możemy zatem przenieść się do fabryki Forda i zobaczyć jak funkcjonują pierwsze linie montażowe, jak traktowany jest zwykły pracownik, jak bardzo zróżnicowane jest Detroit pod względem etnicznym i jak żyli ludzie w czasach prohibicji i Wielkiego Kryzysu. Jesteśmy świadkami szmuglowania alkoholu przez granicę z Kanadą oraz wszelkich prób podążania za amerykańskim snem. Pisarz odtworzył na kartach powieści zamieszki na tle rasowym mające miejsce w 1967 i historię „Czarnych Muzułmanów” zajmujących getta Detroit. „Middlesex” stało się w ten sposób skarbnicą wiedzy o miastach, ludziach, o historii i kulturze.

Ta powieść jest o wiele bardziej złożona niż „Przekleństwa niewinności” czy „Intryga małżeńska”. Jest to rozbudowana i misternie utkana saga rodzinna połączona z próbą ukazania trudów dojrzewania i identyfikacji płciowej nosiciela wadliwego genu, hermafrodyty. Autor po mistrzowsku i z niezwykłą lekkością opisuje tematy trudne i niewygodne. Niczym lekarz opisał wszelkie aspekty biologiczne Cal dokładnie, prawdziwie i szczegółowo, przy czym wzbogacił to wszystko swoją wrażliwością i zrozumieniem dla głównego bohatera. Eugenides należy do takich pisarzy, którzy nie zawodzą. Po raz kolejny udowodnił swój talent pisarski oddając do rąk czytelników wspaniałą, hipnotyzującą i niezwykle wciągającą powieść.


Jeffrey Eugenides
Middlesex
Wydawnictwo Sonia Draga 2015
tłum. Witold Kurylak
Kierunek Literatura © kierunekliteratura.pl